Pensylwania

poleć serwis drukuj

„Konie to moja pasja!”

10-03-2018

Ewa Zawierucha ma...
Oferta stadniny The...
W Woodlands Stable...

Ewa Zawierucha ma 27 lat. Od najmłodszych lat jej pasją są konie. W wieku 7 lat kucyka zamieniła na wysoką klacz małopolską. Kilka lat później trenowała warsztat jeździecki pod okiem  Krzysztofa Cwaklińskiego – jednego z najlepszych jeźdźców sportowych w lat 70. W wieku 15 lat miała już własną przydomową stajnię, gdzie zajmowała się dwoma swoimi końmi. Zwierzęta towarzyszyły jej także za granicą. Nawet mieszkając w Anglii posiadała  dwa konie małopolskie pochodzące z Polski. W 2012 r. postanowili z mężem  przenieść się na stałe do USA i poszukać miejsca, gdzie będą mogli realizować swoje pasje.

Co skłoniło Panią do wybrania życia wśród koni?

Zamiłowanie do koni przejęłam po dziadkach. Dziadek Mieczysław, ojciec mojego taty, był hodowcą koni. Natomiast dziadek ze strony mojej mamy – Aleksander – był oficerem szkoleniowym w Wojsku Polskim. Brał udział w licznych zawodach jeździeckich. Był prawdziwym pasjonatem jazdy konnej. Moją pasję odziedziczyłam w genach.

Czy pamięta Pani swojego pierwszego konia?

Tak, pamiętam doskonale! Moim pierwszym koniem, którego pielęgnowałam od źrebięcia, był przepiękny, skarogniady Largo. Miał mocny charakter już od maleńkości, był temperamentny, rasy małopolskiej. Pamiętam jeszcze zapach siemienia lnianego i tartej marchwi, które codziennie przygotowywałyśmy mu z mamą. Uwielbiał spijać całe wiadro na raz!

Jakiej rasy konie posiada Pani w stadninie?

W The Woodland Stable utrzymujemy 40 koni, w tym blisko 30 własnych. Są to konie różnych ras oraz w różnym wieku. Począwszy od mini kucyków poprzez konie angielskie, andaluzyjskie, kłusaki, kończąc na ponad 720-kilogramowej klaczy Magdalenie rasy belgijskiej. Każdy z nich jest do innych dyscyplin, tj. rajdy, skoki przez przeszkody, cross country, western itd. Mamy też krowę, świnię Pinky i kilka osłów.

Te ostatnie to taka atrakcja dla przyjeżdżających?

Tylko częściowo tak. Osły służą do pilnowania koni na pastwiskach. Bronią ich przed kojotami.

Skąd taka różnorodność posiadanych koni?

Często adoptujemy konie. Te najstarsze i bardzo młode źrebaki wykupujemy na aukcjach, aby uniknęły śmierci w rzeźni. W takiej sytuacji nie patrzy się na rasę, tylko na zwierzę, któremu trzeba pomoc. Oprócz zaniedbanych i wycieńczonych pracą np. u Amiszów, trafiają nam się konie powyścigowe. Ostatnio kupiliśmy wałacha, który całe życie brał udział w wyścigach. Wygrał łącznie  250,000 dolarów. Niestety doznał kontuzji – pękła mu kość. Właściciele wysłali go na aukcję do Amiszów, skąd wczesnym rankiem szybko go zabrałam. Po odpoczynku i rehabilitacji koń dostał drugie życie. Weterynarz powiedział, że do świąt będzie w pełni sprawny fizycznie. Cuda się zdarzają! To chyba prezent na moje urodziny, które są 21 grudnia (śmiech).

Czym różni się Woodland Side od innych stadnin?

Przede wszystkim panuje tu prawdziwie swojski klimat. Staram się przenieść polski tryb nauczania oraz zasady tu, do stadniny. W naszym przytulnym pensjonacie można zarezerwować sobie nocleg, zjeść przygotowany na miejscu obiad, niczym w gospodarstwie agroturystycznym.

Jak na co dzień wygląda prowadzenie stajni?

Jest to pełne poświęcenie, dlatego że pochłania cały wolny czas, święta i wakacje. Obowiązki są od rana: karmienie, pojenie, czyszczenie, wypuszczanie na pastwisko, objeżdżanie, zapewnienie koniom ruchu, sprzątanie boksów, sprowadzanie koni, wieczorne karmienie. Dbanie o konie, sprzęt, stajnie oraz pastwiska. Bardzo pomaga mi mój mąż  oraz znajomi. Koleżanka Ania, która oprócz tego, że jest instruktorką jazdy, jest niczym członek rodziny i uczestniczy we wszystkich przedsięwzięciach. Bardzo chętnie współpracowalibyśmy z wolontariuszami, którzy za możliwość bezpłatnej jazdy pomogliby nam w stadninie. To świetna forma ruchu, a zarazem powrót do natury.

Stajnia ciągle się rozwija, pomału, ale do przodu. Z roku na roku przebudowujemy i zmieniamy teren. Mamy wiele planów i marzeń związanych z tym miejscem, póki co wszystko idzie w dobrą stronę.

Jak radzi sobie Pani z utrzymaniem takiej liczby koni?

Nie jest to łatwe. Przede wszystkim inwestujemy w konie, ratując je od śmierci. Bywa to kosztowne, dlatego też założyliśmy fundację Forever Young Horse Sanctuary, poprzez którą próbujemy zbierać pieniądze na  leczenie i utrzymanie zwierząt, zanim znajdziemy im nowy dom. Aby móc zebrać niezbędne fundusze, stworzyliśmy możliwość dzierżawy koni, udostępniamy miejsce do ich trzymania dla prywatnych właścicieli, można też je adoptować.

Czy organizujecie jakieś imprezy plenerowe?

Oczywiście. 6 października organizujemy Hubertus – święto wszystkich koni i jeźdźców. Będą przejażdżki konne, ognisko, konkursy, a także możliwość zakupu produktów od lokalnych dostawców. Oprócz tego odbywają się tutaj różnego rodzaju imprezy okolicznościowe, takie jak urodziny, Święto Dziękczynienia, Wigilia itp. Coraz bardziej popularne stają się sesje zdjęciowe.

Jakie programy szkoleniowe znajdują się w Pani ofercie?

Oferujemy lekcje i treningi w siodle English oraz Western. Wszystko zależy od doświadczenia jeźdźca. Ania prowadzi grupę dla początkujących, natomiast ja trenuję ich dalej. Możliwe jest odbycie np.  treningów skokowych, ujeżdżania, posiadamy również przeszkody stałe cross country, trenujemy rajdy długodystansowe na minimum 10 mil.

Czy posiada Pani specjalną ofertę dla dzieci?

Tak. Kolejny już raz odbyły się Woodlands Stable, czyli tzw. wakacje w siodle. Kolonie z pełnym wyżywieniem organizowane są od końca roku szkolnego. Jest to bardzo fajne doświadczenie, gdyż oprócz nauki opieki i jazdy na koniu, dzieci uczestniczą w codziennych obowiązkach w stadninie i w domu. Uczą się samodzielności i odpowiedzialności za siebie i innych. Wygląda to tak, jak wakacje na wsi. Dostęp do komputerów czy telefonów jest ograniczony. Organizujemy im czas w taki sposób, aby jak najwięcej  spędzały go na świeżym powietrzu, ucząc się rzeczy, do których na co dzień nie mają dostępu. Na terenie stadniny jest kurnik, co dla niektórych dzieci bywa niezwykłą atrakcją. Staram się stworzyć ciągle nam bliski polski klimat. Mamy kolonistów, którzy wracają tutaj co sezon, a są i tacy, którzy spędzają tu całe wakacje. Oferujemy również zimowiska i weekend w siodle, choć te ostatnie to propozycja głównie dla rodzin lub grup znajomych.

Jakie ma Pani marzenia?

W przyszłości chciałabym organizować międzynarodowe obozy dla dzieci i młodzieży. Chciałabym też rozwinąć fundację na tyle, bym bez martwienia się o to, czy wystarczy mi środków na siano, mogła pomóc jak największej liczbie koni oraz by móc pozwolić sobie na chwilę odpoczynku.

Dziękuję za rozmowę.

MW

wróć

Fotorelacje

Bazar Bożonarodzeniowy w Amerykańskiej Częstochowie

Doroczny Bazar Bożonarodzeniowy został zorganizowany przez Polską Szkołę im. Matki Bożej Częstochowskiej przy Amerykańskiej Częstochowie. Bazar odbył się tradycyjnie już w sanktuaryjnej kafeterii. Można było na nim zakupić wiele polskich produktów i przedmiotów dekoracyjnych związanych z nadchodzącymi świętami. Fot. czestochowa.us

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Sonda

W chwili obecnej nie dysponujemy żadnymi sondami.

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com