Pensylwania

poleć serwis drukuj
Iwona Wiśniewska...

Ameryki trzeba się nauczyć

05-22-2019

„Jestem kobietą. Mamą trójki dzieci. Żoną. Gospodynią. Próbuję sił we własnym biznesie. Piszę” – tak na swoim blogu Ona Ma Siłę przedstawia się Iwona Wiśniewska. Od piętnastu lat mieszka na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Twierdzi, że najważniejsza jest dla niej rodzina, bo to dzięki niej jest spełniona, ale realizuje się też jako pisarka. „Chciałam pisać o szczęściu” – mówi w rozmowie z „Białym Orłem”. Zatem jaka jest jej definicja szczęścia?

Jakie były Twoje początki życia na emigracji?

Iwona Wiśniewska: Do USA przyleciałam na stałe 15 lat temu. Ale wcześniej, co najmniej raz w roku, odwiedzałam tatę, który tu mieszkał. Pomimo że znałam trochę Amerykę, to początki emigracji były bardzo trudne. Brakowało mi dosłownie wszystkiego. Jestem bardzo sentymentalna. Codziennie roztrząsałam nasze życie. Było to coś w rodzaju: „a w Polsce to byłoby takie i takie, nie jak tu… a polskie dzieci to są takie i siakie, a te tutaj… a w Polce nawet byś o tym nie pomyślał, a tu?… a w Ameryce to brakuje tego i tego i tego… w Polsce mieliśmy to na wyciągnięcie ręki…” Do tego małe dziecko i mąż pracujący do późnej nocy. Trudno było mi pojąć mentalność Amerykanów, zapachy na ulicach, zasady na drogach, w sklepach i życiu mieszkańców Ameryki. A przecież za chwilę miałam stać się jedną z nich. Ameryka spodobała się natomiast mojemu mężowi. Bałam się, że on zechce tu zostać na zawsze, a ja przecież zdecydowałam, że za 2-3 lata wracamy.

Ale Ameryki trzeba się nauczyć. Pojąć ją jako całość. Nie można rozkładać jej na części pierwsze i każdej części z osobna analizować. Ameryka jest zupełnie innym krajem niż Polska. Ludzie bardzo często popełniają błąd, poszukując w niej swojego kraju. To jest niemożliwe. Albo bierzesz ją jako całość, zupełnie inną niż Polska, albo odpuszczasz i wracasz tam, dokąd tak tęsknisz. Przyzwyczaić się (tak bez akceptacji) też pewnie można. Ale czy wtedy człowiek może mówić o szczęśliwym życiu?

Chcę jednak zaznaczyć, że każdy z nas jest inny i każdy na swój sposób przeżywa Amerykę. Każdy również zdobywa ją różnymi sposobami.

Co Cię najbardziej zaskoczyło w Ameryce?

To, co na długo zostało mi w pamięci, to przede wszystkim moje zagubienie w sklepach (były ogromne!), moje problemy z wózkiem dziecięcym (większość wejść do sklepów, urzędów itp. było zbyt wąskich, żeby wjechać tam naszym europejskim szerokim wózkiem). Zaskoczyło mnie również „proszę” i „przepraszam” na każdym kroku oraz szeroki uśmiech Amerykanów i ich pozytywny sposób bycia. Bez względu na pogodę, problemy, braki… oni potrafili znaleźć drogę do szczęścia. Zawsze pozytywni, zawsze zadowoleni.

Na początku naszej amerykańskiej drogi mieszkaliśmy w Nowym Jorku. Po pół roku przeprowadziliśmy się do Filadelfii i założyliśmy własną firmę. Wkrótce kupiliśmy nasz pierwszy dom. Zdaniem męża taki na zawsze, zdaniem moim jako inwestycja, do sprzedaży przed naszym wyjazdem. Nadal marzyłam o powrocie do Polski. A Marcin, mój mąż, dopracowywał swój amerykański plan w głowie.

Co Cię skłoniło do pisania bloga?

Oprócz tego, że była to część planu, by wydać własną książkę, to chciałam mieć taki swój własny kącik, gdzie mogę się wyżalić, wyspowiadać, powspominać i przedstawić swoje własne drogi w dążeniu do szczęścia. Chciałam pisać o tym, jak rozumiem życie, jak rozumiem Amerykę, samą siebie i relacje między ludźmi. Chciałam również pokazać, że my, kobiety, mamy w sobie, bardzo często ukryte, pokłady siły życiowej. Chciałam pisać o szczęściu.

Twój blog wielu kobietom otworzył oczy i pozwolił zmienić życie. Czy zaczynając pisać myślałaś, że stanie się on tak ważny dla wielu z nas?

Nie, nigdy nie spodziewałam się, że mój blog stanie się popularny. Wiele kobiet do mnie pisało, że blog zmienił ich życie, że ja zmieniłam ich życie. Na co ja zawsze odpowiadam, że to nie blog i to nie ja, to ty sama/sam, bez ciebie nic by się nie zmieniło w twoim życiu.

Ale oczywiście rozumiem, co moje czytelniczki mają na myśli. Jestem bardzo wdzięczna za każde ciepłe i dobre słowo, ale też często zastanawiam się, co one widzą w tych wpisach nadzwyczajnego… Ktoś mi kiedyś powiedział, że to chyba nie chodzi o to, że w nich jest coś niezwykłego, ale o sposób przekazu. Chyba umiem ładnie pisać po prostu (uśmiech).

Do dziś otrzymuję maile z prośbą, by wznowić bloga. Widzę, że inne kobiety, podobnie jak i ja, potrzebują przypominania o tym, co w życiu jest najważniejsze. Zrozumieć, powiedzieć sobie, to raz, wprowadzić w życie to dwa, ale jeszcze trzeba dopilnować, by nie zaniedbać. A człowiek jest człowiekiem, zapomina.. A mój blog to był taki przypominacz. Czasem czytam sobie swoje wpisy, książki. Otwieram na jakiejś stronie i czytam. Przypominam ważne myśli. Popycham samą siebie do dobrych zachowań. Podejrzewam, że o to właśnie chodzi moim czytelnikom.

Jak godzisz wszystkie obowiązki domowe i zawodowe?

Moim sposobem jest spokój. Do wszystkiego podchodzę ze spokojem, do braku czasu też. Oczywiście nie raz spanikuję, że nie udaje mi się chwycić wszystkich srok za ogon, jednak za chwilę przychodzi otrzeźwienie. I priorytety. Najważniejsza jest dla mnie rodzina. Wiem, że to brzmi trywialnie, ale u mnie nie jest to pusty frazes, to szczera prawda. Stawiam zawsze rodzinę na pierwszym miejscu. A wszystko inne jakoś się dopasowuje. Daję sobie świetnie radę, bo nauczyłam się również organizować czas. Jestem mistrzem organizacji i rozciągania czasu (uśmiech). Pilnuję też bardzo mocno, by wieczory mieć wolne. Mój „deadline” to dziewiąta wieczorem. Do dziewiątej staram się zrobić wszystko, co mam do zrobienia. Potem siadam i oglądam z mężem serial, popijam kakao, wino lub objadam się moim ulubionym jogurtem z orzechami. To mój „święty czas”, który jest mi potrzebny do regeneracji duszy.

Czy w swoim rodzinnym domu pielęgnujesz polskie tradycje?

Tak, bardzo! Mój dom jest domem z tradycjami, do których podchodzę bardzo poważnie. Kiedyś, jak dzieci były młodsze, trochę marudziły. Teraz są dumne, że są Polkami i że robią tyle „cool” rzeczy, o których ludzie wkoło nie mają pojęcia. Np. śmigus-dyngus, obchodzenie imienin, dwa dni Wielkanocy, 3 dni Bożego Narodzenia, dzielenie się opłatkiem, gotowanie bigosu… Uwielbiam mój polski, tradycyjny dom. I choć w Ameryce położony i bardzo też amerykański (w końcu tu żyję), to jednak wciąż bardzo, bardzo polski.

Gdzie lubisz spędzać wolny czas?

Jestem domatorem, którego mąż wciąż próbuję przerobić na czynnego uczestnika wydarzeń (śmiech). Wolny czas uwielbiam spędzać w domu. Wtedy pielęgnuję ogródek, przestawiam meble, szklanki, kwiaty... Chodzę po „obejściu” i wymyślam, co by tu zmienić, przerobić czy poprawić. Piszę. Czytam. Planuję. Tak uwielbiam spędzać czas, dezorganizując jednocześnie życie mojego męża (uśmiech). Ciągle od niego słyszę: „gdzie do cholery teraz te talerze leżą? A ty znowu przestawiasz?! Człowiek nie nauczył się jeszcze poprzedniej zmiany, a tu już kolejna!” (śmiech). Ale też bardzo lubię wyjeżdżać gdzieś z rodziną. Odkrywać nieznane i cieszyć się życiem. Celebrować chwile spędzane razem. To najpiękniejszy czas, kiedy możemy być wszyscy razem. Gdziekolwiek, ale razem.

A jest coś, o czym marzysz?

Marzenia to wielka część mojego życia, mam ich mnóstwo. Cieszą i grzeją mnie od środka. Bez nich nie wyobrażam sobie życia. Zdrowie dla całej rodziny to marzenie numer jeden. Chciałabym też zwiedzić Grecję. No i oczywiście marzę o napisaniu i wydaniu trzeciej książki. Mam też marzenie, żeby nigdy nie przestało mi się chcieć tworzyć naszego domu i życia z pełnym zaangażowaniem. Uwielbiam czuć, że żyję pełnią życia. Ale żeby to uczucie miało miejsce, codziennie ciężko na to pracuję.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiała Agnieszka Granatowska


Książki Iwony Wiśniewskiej pt. „Ona ma siłę” i „Chwila” można kupić na stronie www.onamasile.com/moja-ksiazka/, gdzie dostępne są również wszystkie wpisy z bloga, prowadzanego przez Iwonę przez prawie 7 lat, do listopada ubiegłego roku. Kontynuacja bloga w pigułce znajduje się obecnie na Instagramie: www.instagram.com/iwonawisniewska_onamasile oraz na facebooku: www.facebook.com/OnaMaSile/

wróć

Fotorelacje

Pielgrzymki do Amerykańskiej Częstochowy

Ponad trzy tysiące wiernych przybyło pieszo do Amerykańskiej Częstochowy w niedzielę 11 sierpnia przed uroczystością Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Pielgrzymi mieszkający w różnych stanach USA przybyli do Domu Matki w Doylestown, PA w 3 pielgrzymkach: z Great Meadows, NJ, z Trenton, NJ oraz z Filadelfii, PA. Fot. Christopher Anc, o. Tymoteusz Tarnacki OSPPE

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Sonda

W chwili obecnej nie dysponujemy żadnymi sondami.

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com